• Wpisów:8
  • Średnio co: 232 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 13:52
  • Licznik odwiedzin:16 929 / 2090 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nikt nie czyta, więc zawieszam. Za jakiś czas może i usunę bloga. xx
 

 
Słysząc to imię mimowolnie się uśmiechnęłam, na szczęście chłopak tego nie widział. Podałam mu dłoń, a on lekko ją uścisnął. Znów skierowałam twarz w niebo. Przez dłuższą chwilę oboje siedzieliśmy w ciszy. Niby dobrze, ale jednak nie bardzo mnie to cieszyło. Z nieznanych mi przyczyn chciałam go poznać, nie miałam pojęcia czy to przez jego głos czy może to imię, które brzmi tak samo jak imię jednego z członków z One Direction. Ale chyba nie byłam na tyle płytka by powodem było właśnie to drugie. Nagle zerwał się dosyć porywisty wiatr. Zaczęłam się trząść z zimna. Widać ubieranie szortów i nie zabranie ze sobą bluzy nie było najlepszym pomysłem.
- Zimno ci? - spytał zmartwiony.
- Nie, trzęsę się, bo nie mam co robić.
- Tak, wiem. Głupie pytanie... Proszę. - dodał okrywając mnie swoją bluzą. - Chodź, odprowadzę cię. Lepiej żebyś nie wracała sama po nocy.
- Nie musisz. Dałabym sobie radę.
- Ale nalegam. - wstał z ławki czekając aż zrobię to samo. Jedynie głośno westchnęłam po czym ruszyłam za Louis'em. Przez cała drogę przez te cholerne chaszcze kompletnie nic nie widziałam, jedynie cień chłopaka idącego tuż przede mną. W końcu doszliśmy do znajomej mi ulicy. Byliśmy już nieopodal wieżowca. Cały czas szlam z opuszczoną głową starając się jeszcze ogrzać moje lodowate ręce. W połowie drogi role się zamieniły i to ja prowadziłam. Do domu zostało już tylko kilka kroków. Tuż przed drzwi do budynku zatrzymałam się i obróciłam. Ale nie zastałam za sobą chłopaka. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, ale nic. Najzwyczajniej się rozpłynął. Zdezorientowana weszłam do środka i zaczęłam wbiegać po schodkach do góry, bo jedyne o czym marzyłam to moje łóżko. Nagle usłyszałam jakieś kroki za sobą. Zatrzymałam się i spojrzałam za siebie. Zerknęłam też na dół by się upewnić czy nikogo nie ma na klatce prócz mnie. No niby nikogo nie było, ale kiedy ruszyłam przed siebie znów to samo. Ale dałam sobie z tym spokój i jak najszybciej popędziłam do mieszkania w między czasie ściągając z siebie bluzę, wzięłam ją w rękę po czym zapukałam do drzwi. Otworzył mi zaspany Seba. Okazało się, że razem z moim tatą czekali na mnie, bo nawet nie odbierałam telefonu, który po prostu miałam wyciszony. Kiedy zdążyłam im się wytłumaczyć wszyscy poszliśmy się przyszykować do spania. Kładąc się do łóżka cały czas przyglądałam się bordowej bluzie, w której wciąż byłam posiadaniu. Tamten chłopak był dla mnie dziwnie tajemniczy. Ciekawiło mnie czy jeszcze kiedykolwiek go spotkam, a nawet jeśli to czy on mnie rozpozna, bo ja z pewnością jego nie. Przecież nie widziałam nawet jego twarzy. Słyszałam tylko głos i poznałam imię, ale nic poza tym.

Obudził mnie zapach kawy dobiegający z kuchni. Czym prędzej wstałam, narzuciłam na siebie pierwszy lepszy ciuch, który znajdował się na krześle i poszłam do kuchni. W niej już widać od dłuższego czasu buszowali mój tata z Sebą. W piekarniku piekły się ciastka z ciasta francuskiego i czekoladą w środku, a na blacie kuchennym stała kawa dla mnie. Usiadłam na wysokim stołku i zrobiłam pierwszy łyk gorącej cieszy. Tata z uśmiechem mi się przyglądał tak jakbym coś zrobiła. Nie wiedząc co ma na myśli odwróciłam się zaczynając wpatrywać w telewizor.
- Masz może chłopaka? - rzucił mój kochany tata. Zaczęłam mierzyć go wzrokiem nie mając pojęcia o co mu chodzi.
- Twój tata ma na myśli chyba tą bluzę.
- Co? Aaaa... - zrozumiałam dopiero kiedy zobaczyłam, że częścią garderoby, którą miałam na sobie była właśnie bluza Louis'a.
- Równie dobrze mogłaby to być bluza Seby, którą na przykład mi pożyczył, ale tak na prawdę to zyskałam ją wczoraj. Poznałam jakiegoś kolesia, pogadaliśmy, pospacerowaliśmy, a że zerwał się wiatr i było mi zimno to dał mi bluzę. Tyle. - tak, wiem, że nie powinnam kłamać, ale co miałam powiedzieć? "A jakiś koleś przylazł w miejsce, w którym przebywałam. Przedstawił mi się, później siedzieliśmy cicho, zrobiło mi się zimno to dał mi bluzę. Nie znam gościa, ale jak dawał to biorę, bo nie chciałam marznąć." No co jak co, ale tego to ja bym im raczej nie powiedziała. Oboje spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami. Po zjedzeniu śniadania poszłam do siebie po telefon. Zadzwoniłam do Sabi spytać się czy może będzie miała dzisiaj czas. Niestety, znów coś jej wypadło. Jakaś trudna sytuacja, przez którą nie może się ze mną spotkać. Niezbyt fajnie. Chciałam się jej spytać co dokładnie się dzieje, bo i wczoraj bez słowa zniknęła, ale wolałam nie wnikać. W końcu to jej sprawa. Poszłam do pokoju, w którym przebywał Seba. Siedział na łóżku z laptopem na kolanach. Usiadłam obok niego patrząc w monitor.
- Wiesz, że ponoć te twoje całe One Direction będzie na podpisywaniu czegoś tam w pobliskim centrum?
- Co?!
- No. Wszędzie już zdążyli o tym napisać. Na jaką stronę nie wejdziesz masz tego pełno.
- O której?!
- Zaaa... za jakieś 20 minut powinni wpuszczać do centrum.
- I DOPIERO TERAZ MI O TYM MÓWISZ?! - wykrzyczałam biegnąc do pokoju. Z walizki wyciągnęłam czarna bokserkę i spodnie z motywem UK. Na nogi nałożyłam czerwone tenisówki, a włosy zaczesałam w kucyka. Biorąc jeszcze torbę i telefon jak najszybciej wybiegłam z domu. Zaczęłam zbiegać po schodach, a z budynku wybiegłam jakby się paliło. Po drodze zupełnie niechcący prawie potrąciłabym jakiegoś kolesia. Wciąż zagapiona w ekran telefonu przeprosiłam go i pobiegłam dalej. Utrzymując tempo do centrum dotarłam już po piętnastu minutach. Przed nim zdążyło zebrać się już sporo dziewczyn, a nawet setki fanek. Byłam pewna, że jak zawsze do środka wpuszczą tylko pewną część z nich, a resztę będą musieli pożegnać. A ja niestety byłam prawie na samym końcu, bo wciąż zbierały się tłumy, przez co były spore szanse, że to właśnie mnie odeślą z kwitkiem.

*Max - ojciec Megan*

Niewiele później po tym jak Megan wyszła w domu rozległ się dzwonek. Byłem pewien, że to moja córka znów czegoś zapomniała, ale myliłem się. W drzwiach zastałem jakiegoś chłopaka. Widziałem go po raz pierwszy na oczy.
- Coś się stało?
- Dzień dobry, pan to pewnie tata Megan. - powiedział szatyn.
- No tak...
- Jestem Louis. Wczoraj dałem swoją bluzę Meg i przyszedłem ją odzyskać... - mówił tak jakby się bał, że coś mu zrobię.
- No niestety Megan nie ma. I o ile się nie mylę to poszła do centrum.
- Do centrum?... To świetnie. Na pewno się tam spotkamy. Dziękuję panu, do widzenia. - szybko zaczął biec do wyjścia.

*Megan*

Przez to, że chłopaki się spóźniali wciąż musiałam sterczeć pod tym centrum przeciskając się przez tłumy fanek. Na całe szczęście kilka minut później zaczęli już wpuszczać niektóre dziewczyny. Cały czas modliłam się bym również była jedną z nich, ale na darmo. Wybrali już wszystkie a reszcie przez megafon dali znać by się rozeszły. Stałam tuż przy tej cholernej barierce i brakowało tak niewiele bym tam weszła, ale nie! Akurat teraz musieli już odsyłać. Widać pech mnie nie opuszcza nawet w Londynie. Jednak nagle ktoś chwycił mnie za rękę. Obróciłam się i ujrzałam jednego z ochroniarzy. Dał mi znak, że mogę wejść. Nie mogłam w to uwierzyć. W chwili kiedy już wszystkie nie wpuszczone Directionerki smutne wracają do domów, mnie od tak dają pozwolenie na wejście. Cała uradowana wbiegłam do centrum stając na samym końcu długiej kolejki do chłopaków z zespołu. Nie mogłam uwierzyć, że już za niedługo po raz pierwszy zobaczę ich na żywo. Chyba jeszcze nigdy się tak z niczego nie cieszyłam.
Z czasem kolejka stawała się coraz mniejsza, a ja byłam coraz bliżej. W trzęsących się dłoniach trzymałam 'Up All Night' czekając na moją kolej. Za mną stało jeszcze kilka dziewczyn. Słyszałam jak gadają i kłócą się o to który jest ich mężem. Śmiałam się z nich pod nosem, bo nie powiem, żeby ta ich rozmowa była jakaś specjalnie normalna. Wreszcie dotarłam do stolika przy którym siedziała piątka ideałów. Pierw podpisał mi się Niall, później Harry, Zayn i Liam. Na sam koniec został mi Lou, który od samego początku tak jakby dziwnie mi się przyglądał, ale mogło mi się wydawać. Po daniu mi swojego podpisu na okładce płyty, jeszcze chwilę po tym jak odeszłam od niego, on wciąż się na mnie patrzył, ale w końcu oderwał ode mnie wzrok wracając do podpisywania. Stamtąd poszłam do kawiarni naprzeciw centrum. Wchodząc do środka usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Szybko wyciągnęłam go z torebki. Na wyświetlaczu widniał napis "Tata".
- Coś się dzieje, że dzwonisz?
- Nie, ale chciałem tylko poinformować, że był chłopak od bluzy. Chciał ją odzyskać, ale jak powiedziałem, że jesteś w centrum to powiedział, że tam się na pewno spotkacie. Dlatego dzwonie żeby się spytać czy się widzieliście.
- Co? Przecież dzisiaj centrum było zamknięte, bo One Direction rozdają autografy, więc nie miał się jak tam specjalnie dostać.
- No ja nie wiem, tylko mówię, że był tu.
- No dobra. Dzięki, że dałeś znać. Narazie.
Schowałam telefon do kieszeni, zajęłam jeden ze stolików, a następnie złożyłam zamówienie. Wtedy do kafejki wszedł jakby znajomy mi chłopak.
 

 
*Seba*

W głośnikach rozbrzmiały słowa mówiące, że już za chwilę będziemy podchodzić do lądowania. Megan wciąż spała ze słuchawkami na uszach. Szturchnąłem ją w ramie by się obudziła, ale nic to nie dało. Zrobiłem to jeszcze kilka razy i to coraz mocniej, ale ona wciąż nie reagowała tylko podrapała się po nosie i oparła głowę o moje ramię. W dłoni trzymała swój telefon. Spokojnym ruchem zabrałem jej go i zacząłem przeglądać piosenki. One Direction, One Direction, ONE DIRECTION i... O! Coś nowego! One Direction. Ale akurat wyświetliła mi się piosenka "One Thing". Złowieszczo się uśmiechnąłem po czym włączyłem ja i trochę podgłośniłem. Przez pierwsze kilka sekund piosenki było okey, spała nadal jak zabita, ale kiedy w słuchawkach rozbrzmiał donośny głos Harrego dziewczyna aż podskoczyła i wyrwała słuchawki z uszu. Cały czas patrzyłem się na nią, a oczy zachodziły mi już łzami przez śmiech.

*Megan*

Czym prędzej pozbyłam się tego dziadostwa z moich uszu, które właśnie krwawiły. Piosenka piosenką, ale w One Thing głos lokatego jest bardzo... głośny. Owinęłam moje białe słuchawki wokoło telefonu. Przy okazji sprawdziłam godzinę. Było już kilka minut po dziewiątej. Spojrzałam na blondyna siedzącego obok mnie, cały czas miał szeroki uśmiech na twarzy i widać, że ta jego akcja z piosenką bardzo go rozbawiła. Uderzyłam chłopaka i schowałam komórkę do torebki.
- Nie zrobiłbym czegoś takiego gdyby się ciebie dało obudzić jak normalnego człowieka.
- Ja nie jestem normalna, kotek. Zapomniałeś o tym? A to się przecież wiąże z resztą.
- Spokojnie, pamiętam i zdaję sobie z tego sprawę... A tak w ogóle to zaraz lądujemy, więc lepiej zapnij pasy.
Po wylądowaniu wszyscy zaczęli się pchać do wyjścia w tym i my. Kiedy wydostaliśmy się na świeże powietrze zaczęliśmy zmierzać w stronę wielkiego budynku. Przez jakieś pół godziny sterczeliśmy czekając na nasze walizki, bo co chwila jakaś taśma się wyłączała albo zacinała, a czasem kiedy ruszała kolejna to naszych bagaży wciąż nie było. Jednak na całe szczęście doczekaliśmy się ich i razem z dodatkowym obciążeniem zaczęliśmy iść do wyjścia. Adres taty doskonale znałam, więc z tym nie było najmniejszego problemu. Zdziwiło mnie tylko to, że przy jednej z taksówek stała szczupła i całkiem wysoka dziewczyna z moim i przyjaciela nazwiskiem. Cały czas rozglądała się dookoła, a my podeszliśmy bliżej niej. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nieznajoma to Sabrina. Zostawiłam walizki w miejscu, którym stałam i od razu do niej pobiegłam. Cała w skowronkach się na nią rzuciłam. Nie widziałam jej na żywo od kilku lat i cholernie się za nią stęskniłam. Obie zaczęłyśmy gadać jak to dużo się zmieniło, ile się działo. Najwyraźniej mój tata zdążył jej powiedzieć o moich odwiedzinach dlatego postanowiła zrobić mi niespodziankę. Wtem podszedł do nas Sebastian ze swoimi i moimi bagażami. Z ledwością, ale jednak doszedł. Kumpela zmierzyła wzrokiem niebieskookiego od stóp do głów. Lekko się do niego uśmiechnęła po czym zaczęła mówić byśmy w końcu pojechali do domu mojego ojca. Oboje skinęliśmy głową na "tak" oraz wsiedliśmy do taksówki. Razem z szatynką powiedziałyśmy starszemu kierowcy gdzie ma jechać.
Po około dwudziestu minutach dojechaliśmy pod wieżowiec, w którym mieszka tata. Zabraliśmy wszystko z bagażnika, Sabrina trochę nam pomogła biorąc część naszych rzeczy. Wtedy weszliśmy na ładną, zapewne odnowioną, klatkę schodową. Najgorsze było wchodzenie po kolejnych stopniach, ponieważ nie dosyć, że musieliśmy ciągnąc za sobą kilka dodatkowych kilogramów to jeszcze mój ojczulek mieszkał na jakimś dziesiątym piętrze. Na całe szczęście udało nam się jakoś z wszystkim uporać. Staliśmy pod drzwiami, niepewnie nacisnęłam dzwonek, a po chwili usłyszeliśmy kroki. Raptem przede mną wyrósł jakby z ziemi mój tata. Bez namysłu mocno go przytuliłam i pocałowałam w policzek. On również mnie objął mówiąc przy tym jak bardzo się za mną stęsknił. Chwilę po tym przyjaciel razem z Sabi wzięli rzeczy. Tym razem to ja zabrałam bagaże podręczne, a oni walizy. Nie powiem, trochę się tutaj pozmieniało do mojego ostatniego pobytu. Kiedyś białe ściany zmieniły barwę na beż. Po wyjściu z wąskiego holu wchodzi się salonu połączonego z kuchnią, która jest od razu po prawej stronie. Tuż przy wielkich "szklanych ścianach" stał brązowy wypoczynek z zielonymi poduchami i małym, szklanym stolikiem na środku. Stamtąd przechodziło się do kolejnego korytarzu, w którym na samym początku stał wielki czarny fortepian. Dalej natomiast znajdował się ciąg drewnianych drzwi. Pierwsze były od sypialni taty, kolejne to był pokój gościnny,w którym miał przez ten okres przebywać Sebastian. Na samym końcu była łazienka, a między nią, a pokojem Seby był mój pokój. Z walizą poszłam prosto do niego. Ściany w nim miały kolor bieli, nad łóżkiem wisiało kilka pustych jeszcze ramek. Po obu stronach legowiska można zauważyć dwie szafki z lampkami nocnymi. Na drewnianej podłodze tuż przy ścianie leżała sterta książek. Natomiast na wprost wejścia widniało wyjście na niewielki balkon. Położyłam wszystko na samym środku pomieszczenia i pobiegłam do Seby. Weszłam do miętowego pokoju, ale nie znalazłam tam blondyna. Jedyne co zastałam to czarna walizka na niewielkim białym łóżku. Postanowiłam zajrzeć do kuchni, bo z pewnością był głodny, tak jak i ja z resztą dlatego dałabym sobie rękę uciąć, iż właśnie tam go znajdę. Nie myliłam się. Chłopak razem z moim tatą rozmawiali sobie w najlepsze i robili nam drugie śniadanie.
- No super, a mnie to już się zaprosi do wspólnego gotowania?
- Prędzej czy później sama byś przylazła. - zaśmiał się chłopak.
- Co robicie? Bo jestem na max'a głodna.
- Racuchy gruszkowe z czekoladą.
- Rany, jak ja dawno ich nie jadłam.
- Bo dawno u mnie nie byłaś. Ale jeśli chcesz to możemy to nadrobić i codziennie będę je robił na deser.
- Może lepiej nie, bo jeszcze mi się to przeje... ale przez pierwszy tydzień jak najbardziej możesz... Zaraz... wiem, że mam wolny zapłon, ale gdzie Sabrina?
- Poszła, musiała coś załatwić, ale mówiła, że do ciebie zadzwoni.
- Rozumiem. - trochę posmutniałam, bo nawet się nie pożegnała, ale cóż. Może faktycznie jej się spieszyło.

Po zjedzeniu i krótkim odpoczynku zaczęłam główkować co by tu pierw porobić. Czy najpierw pozwiedzać stare śmieci, czy rozpakować się i posiedzieć chwilkę na komputerze. Seba wybrał to drugie, a ja jednak zdecydowałam się na spacer po Londynie. Postanowiłam, że najpierw się odświeżę i przebiorę. Wróciłam do pokoju, wyciągnęłam bluzkę w paski z rękawem 3/4, poszarpane szorty, dwa wisiorki i oczywiście świeżą bieliznę. W łazience były już przygotowane ręczniki, więc wzięłam jeden z nich po czym spięłam włosy, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Chwilę później po umyciu się nałożyłam na siebie wybrany zestaw. Uczesałam się w kucyka, a następnie zostawiając po sobie porządek pobiegłam zabrać sporą czarna torbę i ubrać buty.
Niezauważona wyszłam z mieszkania. Po wyjściu z budynku zaczęłam kierować się w stronę najbliższego centrum. Będąc już nieopodal mojego celu przypomniało mi się pewno miejsce. Miejsce, do którego zawsze chodziłam jak byłam młodsza. Znajdowało się ono dosyć blisko wieżowca gdzie mieszkałam na czas pobytu u taty, więc czasem mówiłam, że po prostu idę do Sabriny, a tak naprawdę szłam do mojego zakątku. Od tak dawna tam nie byłam. Stęskniłam się za tamtym miejsce dlatego w ostatniej chwili zawróciłam.
W końcu dotarłam do ścieżki. Zaczęłam przedzierać się przez krzaczyska, a do tego kilka razy natknęłam się na pokrzywy. Nogi miałam do kolan w bąblach i cholernie mnie swędziały i piekły. Doszłam do miejsca gdzie dróżka się kończyła jednak to nie był koniec. Ominęłam stary zniszczony, obrośnięty bluszczem płot po czym szłam wzdłuż wąskiego strumyka. To właśnie on prowadził do tajemniczego miejsca. Gdy zawędrowałam na miejsce moim oczom ukazało się małe zarośnięte pole, wokół którego rosły niewielkie sosny. Dalej rozciągał się zbiornik wodny. Pływało w nim pełno kaczek,a czasem nawet łabędzi. Usiadłam na znajdującej się tam starej ławeczce, na której zawsze miałam zwyczaj przesiadywać. Z torebki wyciągnęłam mój żółty zeszyt. W środku był ołówek dzielący ostatnie dwa rozdziały mojego opowiadania. Wzięłam go do ręki po czym zaczęłam pisać niedokończony ostatnio odcinek. Na uszy jak zwykle nałożyłam słuchawki. Tym razem jednak nie włączyłam piosenek One Direction tylko utwory, które przyprawiały mnie o łzy, dołowały. Doszłam do dosyć smutnej części w tej całej wyimaginowanej historyjce, a chciałam się w nią jak najlepiej wczuć i dobrze opisać odczuwane przez bohaterkę uczucia. Tak więc słuchając pierwszego utworu z listy - "Apologize" zaczęłam pisać.
Po raz kolejny tak bardzo skupiłam się na opowiadaniu, że nie zauważyłam jak z czasem się ściemnia. Tym razem niebo było już kompletnie granatowe. Gdzieniegdzie widać było lśniące gwiazdy. Dodatkowo dziś była pełnia. Schowałam rzeczy do torebki łącznie z telefonem. Z zamkniętymi oczyma nabrałam tlenu do płuc. Nagle usłyszałam podejrzany szelest. Tak jakby ktoś tu szedł. Wystraszyłam się, bo nie wiedziałam, że ktokolwiek zna to miejsce. Kiedyś przebywałam tu prawie codziennie i nikogo nie widziałam ani nie słyszałam. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, a dłonie drżeć. W głowie miałam najgorszy scenariusz. Gwałtownie ktoś wyłonił się zza roślinności jakby znikąd. Zaczął podchodzić coraz bliżej, ale ja nic nie widziałam. Gdy był wystarczająco blisko ujrzałam szczupłą, ale dobrze zbudowaną sylwetkę. Chłopak był dosyć wysoki, ale nic poza tym nie mogłam dostrzec. W jego oczach odbijało się światło księżyca. Podszedł jeszcze bliżej po czym usiadł obok mnie na ławeczce. Ja czym prędzej się odsunęłam i zaczęłam patrzeć przed siebie ignorując nieznajomego siedzącego u mego boku.
- Nie sądziłem, że ktokolwiek prócz mnie zna to miejsce. - rzucił.
- To się myliłeś. - rzuciłam cicho.
- Widzę... Nie masz się czego bać. Nic ci nie zrobię. - zaśmiał się, mi jednak nie do końca było do śmiechu. Nie odezwałam się. Wciąż siedziałam bez ruchu, ale czułam na sobie jego wzrok. - Mógłbym poznać twoje imię? Proszę. - tym razem zerknęłam na niego. Moje spojrzenie zatrzymało się na jego tęczówkach. Były w nich małe iskierki. Tak jakby jego oczy cały czas się do mnie uśmiechały.
- Megan. - wydukałam.
- Ładne imię. - zachichotał. - Jestem Louis. - wyciągnął dłoń w moją stronę.
___________

Przepraszam, że nie dodawałam odcinka przez ponad miesiąc, ale tak jakoś wyszło. Ostatnio po prostu wzięłam się za drugie opowiadanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mam dla kogo pisać 3 rozdział?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po całym domu rozległ się dźwięk dzwonka. Serce momentalnie zaczęło mi bić jeszcze szybciej niż zwykle. Najwyraźniej stresowałam się rozmową mojej mamy z mamą Bastiana. Ale co się dziwić, to przecież od tej rozmowy zależało to czy niebawem zobaczę się z ojcem czy będę musiała na to jeszcze trochę poczekać. Znając życie inni nie zastanawiali by się i mimo wszystko lecieliby do Londynu, ale ja nie. Przecież ja nie jestem inni tylko Megan. Dla mnie najważniejsze było nie tylko odwiedzenie stolicy UK, ale i towarzystwo, bez którego nigdzie się nie ruszę. U mnie był nim Sebastian.
Nagle usłyszałam jak ktoś zbliża się do mojego pokoju. Wstałam z łóżka na równe nogi oczekując na to aż ta osoba wejdzie do środka. Wtem w drzwiach ujrzałam wysokiego blondyna z dziwną miną. Chłopak podszedł do mnie i usiadł przy stole. Ja nadal tylko stałam i się na niego gapiłam.
- Co ci? - zapytał dostrzegając, że nie odrywam od niego wzroku.
- To ja się pytam co ci? Wchodzisz do mojego pokoju od tak sobie z jakąś skwaszoną miną wyglądającą mniej więcej tak jakbyś przed chwilą zobaczył kapucynkę na jednorożcu zażerającą się szyszkami i nawet się nie przytulisz na powitanie mendo jedna!
- Meg, czy ty dobrze się...?
- NIE, BO JUŻ ZARAZ MAM SIĘ DOWIEDZIEĆ CZY POLECĘ DO TEGO OBSRANEGO LONDYNU CZY NIE, WIĘC OD JAKIEŚ GODZINY JESTEM PODMINOWANA! - wykrzyknęłam wcześniej mu przerywając.
- Napiłabyś się melisy. - dodał po czym podszedł i przytulił mnie bym choć troszkę ochłonęła.
- Uwierz, mi nawet to nie wystarczy. - wybełkotałam siadając z przyjacielem na łóżku.
- Nie dziwię ci się. Ja zachowywałbym się tak samo. Poza tym wiem, że to dla ciebie ważne.
- Nawet bardzo... Zaraz, zaraz. Skąd wiesz, że mam lecieć do Londynu do ojca skoro ja ci o tym nie mówiłam?
- Twoja mama zadzwoniła do mojej, a moja mi się wygadała. Jak usłyszałem, że masz gdzieś lecieć i przez to nasze matki mają rozmawiać od razu się domyśliłem o co chodzi.
- Ech, jak ty mnie znasz? - zachichotałam.
Przez resztę pobytu Seby u mnie nieustannie się wygłupialiśmy. Przynajmniej na chwilę zdążyłam zapomnieć o tym, że u góry odbywa się ta cała poważna rozmowa mojej mamy z panią Ratowską. Spojrzałam na zegarek. Po woli dochodziła dwudziesta druga. Obie rozmawiały już dosyć długo. Nie wiedziałam już czy mam się bać, czy cieszyć. Cały czas miałam jednak nadzieję, że rozmowa przebiega zgodnie z planem, bo w końcu Sebastian jest już pełnoletni i sam może decydować o tym co może, a co nie. W końcu oboje zostaliśmy zawołani w miejsce gdzie przesiadywały nasze rodzicielki. Posłusznie poszliśmy do salonu znajdującego się w górnej części domu. Po minucie staliśmy jak dwa słupy wlepiając w nie nasze oczyska. Oboje zrobiliśmy miny szczeniaczka czekając aż zaczną coś mówić. Mama mojego towarzysza wzięła głęboki wdech po czym zaczęła:
- Czyli twierdzisz, że dałbyś sobie tam radę, tak?
- No pewnie! Przecież nie leciałbym tam na miesiąc żebym zdążył sobie coś zrobić.
- A właśnie, że leciałabyś na cały miesiąc. - odezwała się moja mama.
- Ołłł... to nic. Jakoś na pewno dałbym sobie radę!
- No nie wiem.
- Chłopak ma łeb! Poradziłby sobie! Poza tym nie będzie sam tylko ze mną i moim tatą! Nie jesteśmy już dziećmi...
- Obie doskonale to wiemy, ale muszę być pewna, że toster mutant mi nie zabije syna. - uśmiechnęła się.
- Ej! To nie moja wina, że ten cholerny toster zawsze strzela prosto we mnie!
- Emmm, Seba jak toster może w ciebie... z resztą nie ważne. - przetarłam twarz i czekałam na dalszą część tej rozmowy.
- To jak będzie?
- Och niech wam już będzie. - powiedziała po chwili.
Słysząc to oboje zaczęliśmy skakać ze szczęścia. Nasze mamy widząc to zaczęły się z nas śmiać. My sami szczerze mówiąc mieliśmy z siebie ubaw, bo teraz zachowywaliśmy się jak małe dzieci. Ale co się dziwić, właśnie dotarło do nas, że już za niedługo lecimy do UK. Oboje nadal nie mogliśmy w to uwierzyć.
- Nie żeby coś, ale ja bym radziła się wam pakować, bo jutro wylatujecie.
- CO?! - wykrzyknęliśmy jednocześnie.
- NO! - zaśmiały się.
- A co z biletem dla Seby?!
- Myślisz, że nie wiedziałam, że będziesz chciała z nim lecieć?
- Czyli już kupiłaś 2?!
- Tak.
Ja i Seba spojrzeliśmy na siebie, zrobiliśmy wielkie oczy, a już po sekundzie z krzykiem pobiegliśmy się pakować. Bastian oczywiście pobiegł do swojego domu.

Ze strychu wyciągnęłam moją stara walizkę, która nie widziała światła dziennego już chyba od dwóch lat, jak nie więcej. Niosąc walizkę jakoś doczłapałam się do pokoju. Położyłam ją tuż przy szafie, którą po chwili otworzyłam i zaczęłam przeglądać wszystkie będące w niej rzeczy. Do Londynu leciałam na calutki miesiąc, więc musiałam wziąć trochę rzeczy. Nie miałam jednak zamiaru brać całej szafy ze sobą, bo nie miało by to sensu. Znając mnie kupie sobie tam trochę rzeczy dlatego mi się to nie opłaca. Poza tym ja w odróżnieniu od innych lasek nie potrzebuję mieć na każdy dzień innego stroju, którym będę błyszczeć na Londyńskich ulicach. Mi wystarczyło kilka par dżinsów i t-shirt'ów, które mogę dobrać na wiele sposobów.
Tak więc przez kolejne kilka godzin szykowałam się do jutrzejszego wylotu. Sprawdzałam chyba ze 100 razy czy aby na pewno wszystko spakowałam. W międzyczasie robiłam listę, która ułatwiała mi sprawdzanie walizki. W końcu byłam na 100, a nawet 1000% gotowa do wylotu. Wzięłam wszystko co potrzebne. W całym moim bagażu nic nie było tak cenne, jak mój zeszyt z opowiadaniem i telefon, z którego słuchałam muzyki. W razie co spakowałam 3 pary słuchawek gdyby coś miało się wydarzyć. Zeszytów do opowiadania tez wzięłam kilka, żeby tam już nie kupować. Podeszłam do włączonego komputera by sprawdzić godzinę. Była równo pierwsza. Zerknęłam na facebook'a by zobaczyć czy ktoś jest. Bez zaskoczenia: 27 osób na czacie. Przejrzałam jeszcze co się dzieje, kto z kim zerwał, a kto znów jest w związku. Mimo, że mało mnie to interesował to sprawdzanie takich rzeczy czasem ma swoje plusy. Co prawda jeszcze ich nie odkryłam, ale na pewno kiedyś mi się uda! Sprawdziłam jeszcze Skypa. No oczywiście. Nie mogło być nikogo innego jak Seby. Zadzwoniłam do niego, ale nie odebrał połączenia video. Pewnie zasnął przed laptopem... jak zwykle. Nareszcie wyłączyłam mojego grata i poszłam do łazienki żeby przyszykować się do snu. Przecież na jutro muszę być wyspana, bo nawet nie znam godziny wylotu. A znając życie godzina będzie dosyć wczesna, więc lepiej bym już kładła się spać.

*Następny dzień- 5:30*

Poczułam jak ktoś mną szarpie. Otworzyłam zaspane oczy i powoli odwróciłam się w stronę budzącej mnie osoby. Ujrzałam niewyraźną twarz mamy. Zaczęłam coś mamrotać, sama nawet nie wiedziałam co gadam, bo widząc wyraz twarzy mojej mamy było to pewnie coś typu "Wiem, że nie powinnam, ale jestem w ciąży z tym plakatem!". Często gadam od rzeczy nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Ostatnio po tym jak nie spałam dwa dni zaczęłam majaczyć, że cytuje: "Mój obraz mi uciekł ze ściany, bo zdradziłam go z fikusem i na dodatek Liam jest mega seksownym strusiem". Sama nawet nie wiedziałam o co mi wtedy chodziło, ale taka jestem już z natury. Czasem po prostu grzecznie przesiaduje w parku pisząc opowiadanie, a czasem gonie kota sąsiadów po całym ogródku z gitarą krzycząc żeby oddał mi paski.
Mama w końcu wygrała, bo wywlokłam się z łóżka. Z krzesła zabrałam stertę przygotowanych na dzisiaj ubrań, a następnie powędrowałam do łazienki doprowadzić się do porządku dziennego. Po około dziesięciu minutach wyszłam z toalety. A może lepiej powiedzieć "wypełzłam". Nadal w głowie myślałam o jednym, o moim łóżku! Chciałam jeszcze pospać, ale nie bardzo mogłam, bo musiałam się przyszykować. Zabrałam walizkę ze swojego pokoju i zniosłam na sam dół. Tam już o dziwo czekał na mnie przyjaciel i wyglądał na wyspanego, co po części mnie złościło, ponieważ wyglądał normalnie, a nie jak widmo, a po części cieszyło gdyż choć jedno z nas nie będzie straszyć ludzi na lotnisku... i autostradzie. I pojawia się pytanie jako można straszyć ludzi jadąc sobie spokojnie w samochodzie? A otóż tak, że kiedy wszyscy spokojnie sobie stoją w korku podjeżdża na pasie obok taki samochód ze mną przylepioną do szyby z wywalonym jęzorem i zadartym nosem. Nie zbyt przyjemny widok, hm? Ale mniejsza z tym. Bastian zabrał mój bagaż do auta, oboje pożegnaliśmy się z rodzicami, a kiedy byliśmy gotowi blondyn odpalił samochód i ruszyliśmy prosto na lotnisko.

Minęło pół godziny, a my już byliśmy na miejscu. Mieliśmy nadzieję, że co najmniej dojedziemy tam po godzinie, ale najwyraźniej się myliliśmy. Wysiedliśmy z samochodu by wyprostować nogi. Z bagażnika zabraliśmy nasze walizki po czym skierowaliśmy się do wielkiego (wręcz ogromnego) budynku. Oddaliśmy walizki, poszliśmy na odprawę, a kiedy było po wszystkim pozostało nam jedynie czekać aż będzie nasza kolej by wchodzić do samolotu.
Nareszcie nadeszła ta chwila! Szybkim krokiem zmierzaliśmy w stronę wejścia do samolotu. Przez chwilę szliśmy przez tunel prowadzący do środka samolotu. Kiedy weszliśmy do niego zajęliśmy swoje miejsca, a ja wtedy wyciągnęłam telefon, nałożyłam moje słuchawki i zaczęłam słuchać playlisty 1D.

____________

Nadal się nic nie dzieje, ale obiecuję, że w następnym zacznie się już coś dziać...
  • awatar Liwia Directioner ♥: świetne ! kocham to ! ♥ poczytaj moje :D http://wpisyonedirection.nablogu.pl/2012/08/10/wygrana-rodzial-1-cz-1/
  • awatar I never grow up ♥: Cudowny ! Czekam na następny :)
  • awatar Gość: Świetny <3 bez 2 zdań zgadzam się co do słowa z Mrs. Payne ;D i chyba nie muszę nic dodawać ;]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z szuflady wyciągnęłam gruby, żółty zeszyt i mały, niebieski piórniczek. Obie rzeczy schowałam do średniej brzoskwiniowo-różowej torby. Zabrałam jeszcze telefon, który schowałam w prawej kieszeni spodni po czym niezauważona wyszłam z domu. Wolnym krokiem skierowałam się ku galerii, która moim zdaniem nie była galerią, bo była na to zbyt mała, ale cóż. Będąc na miejscu poszłam do kafejki będącej w "centrum handlowym" o ile tak to można nazwać. Przez czas, w którym miałam czekać na zamówiony przeze mnie napój postanowiłam obejść sklepy by sprawdzić czy jest może coś nowego co przykułoby moją uwagę, ale po tym kiedy zajrzałam po kolei do każdego sklepu z osobna nie znalazłam w nich nic a nic... jak zwykle. Kiedy wróciłam do kawiarenki kawa była już gotowa. Zapłaciłam i zabrałam papierowy kubek wypełniony po brzegi czarnym trunkiem. Zrobiłam pierwszy łyk napoju, a następnie z torby wyciągnęłam słuchawki, które podłączyłam do telefonu. Ze słuchawkami w uszach wsłuchując się w ulubione utwory oraz popijając gorącą kawę ruszyłam prosto do Słubickiego parku, w którym wyjątkowo lubiłam przebywać w letnie, wakacyjne dni. W drodze minęłam grupkę chłopaków, którzy zaczęli mierzyć mnie wzrokiem tak długo jak to tylko było możliwe. Po kilku minutach w końcu dotarłam do celu. Zajęłam ławkę znajdującą się nieopodal fontanny. Dopiłam kawę do końca i wyrzuciłam kubek do śmieci. W pewnym czasie chwyciłam za komórkę, włączyłam wtedy "Look After You", a następne w kolejce było "You Found Me". Lubiłam The Fray i to nie ze względu, że byłam fanką 1D i uwielbiałam Louisa, tylko dlatego, że uwielbiałam ich muzykę. Są dla mnie na pierwszym miejscu jeśli chodzi o zespoły... oczywiście egzekwo z One Direction. Z ulubioną muzyką lecącą w słuchawkach wyciągnęłam zeszyt i coś do pisania. Podkuliłam nogi prawie pod samą brodę , zeszyt otwarty na ostatniej stronie rozdziału oparłam o uda, a nos miałam już w zaszycie i zaczynałam pisać na kolejnej, czystej stronie. Co jakiś czas robiłam pauzę, rozglądałam się dookoła by zobaczyć co się dzieję. Nagle zawiał lekki wiatr, a na mojej twarzy wylądowało kilka kropel wody z fontanny. Wzrok zwróciłam w jej stronę. Bawiła się tam grupka dziewczynek, które widzę w każdy dzień kiedy tu przychodzę. Zawsze gdy siadały na ławce wybierały tą na przeciw mnie i cały czas przyglądały się z uwagą temu co robię. Ja za to uwielbiałam przyglądać się im. Czasem chciałabym wrócić do tych czasów kiedy nic się nie liczyło, a kłótnia wynikała z tego która ma lepszą lalkę. Kiedy bazą były krzesła obrzucone masą koców i prześcieradeł lub w moim przypadku zamiast krzeseł były parasolki. Czasy gdy dniami i nocami liczyła się zabawa i nic więcej. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk wiadomości, który prawie mnie ogłuszył, bo głos miałam ustawiony na fula, a dźwiękiem wiadomości miałam ryk lwa. Zerknęłam na to kto napisał. Seba...

"Odwróć się."

Zrobiłam to o co prosił w sms'ie. Wtedy ujrzałam uśmiechniętą od ucha do ucha twarz Sebastiana. Zdjęłam słuchawki, a zeszyt z ołówkiem w środku schowałam do torby leżącej obok mnie. Przyjaciel usiadł u mego boku na ławce.
- I co tam? Jak idzie pisanie książki? - zaśmiał się.
- Tak jak zwykle. Jakoś tam idzie. - uśmiechnęłam się to niego sztucznie.
- Ej... coś się stało?
- Nie, czemu niby miało by coś się stać... wszystko... w porządku. - powiedziałam robiąc pauzę co któryś wyraz.
- Megan... mnie nie oszukasz...
- Wiem. - znów posłałam mu uśmiech, ale tym razem szczery. - Po prostu patrzę na te dziewczynki i wspominam... Tęsknię za beztroskimi, szczenięcymi latami, kiedy nie bardzo liczyło się to co mówią o tobie inni.
- Ja tak samo. - powiedział patrząc w bezchmurne, błękitne niebo. - Ale to nie powód żeby zaraz smucić się w swoje urodziny.
- Co?
- Dziś są przecież twoje urodziny, nie pamiętasz?
- Rany, zupełnie zapomniałam! - krzyknęłam łapiąc się za głowę.
- Tak bardzo zatracasz się w tych swoich powieściach o tym całym One Direction, że zapomniałaś o tym jedynym najważniejszym dla ciebie dniu w całym roku.
- Ej, ale to pierwszy raz.
- Pierwszy i miejmy nadzieję, że ostatni. A teraz proszę. - wypalił podając mi niewielki pudełko. - Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Uśmiechnęłam się po czym powoli otworzyłam granatowe pudełko. W środku znajdowała się bransoletka podobna do tej, którą nosili członkowie 1D, a najczęściej Harry, tylko że moja nie była czarna, a czerwona. W podziękowaniu mocno przytuliłam blondyna, a już chwilę później nałożyłam bransoletkę.
- Wiem, że chciałaś ją mieć za wszelką cenę, więc proszę.
- Dziękuję.
Niespodziewanie zadzwonił telefon chłopaka. Szybko odebrał, a po chwili oznajmił, że musi iść. Pożegnaliśmy się, a ja znów będąc sama wróciłam do pisania kolejnego rozdziału.

Czas mijał nieubłaganie i nim się obejrzałam słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo przybrało barwy pomarańczu, czerwieni i różu. Gdzieniegdzie pojawiły się też niewielkie kłęby puchu, które jeszcze dodawały uroku całości. Schowałam wszystkie swoje rzeczy do torby. Ostatni raz rozejrzałam się po prawie pustym już parku i zaczęłam iść prosto w stronę domu. Byłam ciekawa czy mama zacznie coś gadać, że znów nie ma mnie do późna w domu, czy tym razem mi odpuści. Obstawiałam jednak, że mimo moich urodzin mama powie wszystko tacie podczas rozmowy, a u niego nie ma co liczyć na zmiłuj. Spacerem przemieszczałam się ulicami zatłoczonego miasta. W tygodniu mimo coraz późniejszych pór można zobaczyć tłumy, a czasem pustkę. Tutaj różnie bywa. Po drodze zaszłam jeszcze do sklepu kupić sobie coś do poczytania. Podeszłam do przedziału z gazetami. Wybrałam kilka magazynów i poszłam do kasy.
W końcu dotarłam do domu. Wyciągnęłam klucze z kieszeni bluzy, otworzyłam drzwi. Starałam się być jak najciszej by mama nie zorientowała się, że wróciłam. Zamknęłam za sobą, zostawiając klucz w zamku. Zdjęłam buty, bo w skarpetach nie było słychać ani jednego mojego kroku. Weszłam po schodach i w końcu robiąc jeden wielki krok przekroczyłam próg mojego "królestwa". Wypakowałam rzeczy i odłożyłam na miejsce, a zakupione magazyny rzuciłam na stół z jasnego drewna, który znajdował się tuż przy oknie. Dzisiaj już nie bardzo chciało nie się cokolwiek czytać. Ale za to byłam mega głodna dlatego wychyliłam się z pokoju, obadałam teren i dopiero poszłam da kuchni. Starałam się wchodzić po schodach do góry dosyć cicho, ale nie bardzo mi się to udało, bo co 2 schodek akurat teraz musiały zacząć skrzypieć. Jednak mimo to mama nie wyskoczyła z żadnego z pokoi i nie zaczęła gadać swojego wykładu. Poszłam dalej, weszłam już po schodach i znajdowałam się tuż przy kuchni, ale rozejrzałam się ponownie dla pewności, że jej tam nie ma. No i nie było. Zmarszczyłam brwi, bo normalnie jakby zorientowała się, że jestem po tak długiej nieobecności to by na mnie najechała. Dlatego coś mi tu nie pasowało. Podeszłam do lodówki nadal się rozglądając. Otworzyłam ją, zaczęłam czegoś szukać, ale jak zwykle mimo, że była wypełniona jedzeniem to dla mnie była kompletnie pusta. Zamknęłam ją, odwróciłam się, a za sobą ujrzałam mamę z niezbyt zadowoloną miną.
- BOZIU ŚWIĘTY! Ty chcesz żebym ja na zawał padła?! - wykrzyknęłam.
- Normalnie z ust mi to wyjęłaś. - wymamrotała z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
- Na swoją obronę powiem, że są dziś moje urodziny! Dlatego mogłabyś mi odpuścić.
- No ja może bym i mogła, ale nie wiem co na to tata.
- A tata nie musi wiedzieć. Poza tym on już się pewnie zdążył przyzwyczaić. Przecież dzień w dzień jest dokładnie to samo...
- Może i masz rację. Ale wracając do twoich urodzin... proszę. Taki prezent ode mnie i taty. - zza pleców wyciągnęła dosyć spory pakunek, ale nie duży. - Wszystkiego najlepszego. - uśmiechnęła się, a ja wzięła prezent owinięty kolorowym papierem.
Zaczęłam go rozrywać jak to ja, wstążkę zamiast przeciąć nożyczkami rozerwałam zębami. W końcu skończyłam. Prezentem był iPad, o którym nawijałam tak często jak o chłopakach z 1D. I nareszcie go mam! Od razu przytuliłam mamę najmocniej jak tylko mogłam. Zaczęłam jej dziękować.
- Ale to nie wszystko.
- Jak to?!
- Co ty na to żebyś poleciała do taty w odwiedziny?
- Jeszcze się pytasz?! PEWNIE!... Ale zaraz, zaraz. PoleciaŁA? A ty?
- A ja nie mogę. Mam teraz strasznie dużo na głowie jeśli chodzi o pracę w firmie i nie mogę. Ale chciałabym żebyś ty w końcu się z nim zobaczyła. Wiem jak bardzo chcesz lecieć do Londynu.
- No tak, ale ty i tata...
- Ja i tata na pewno zobaczymy się za jakiś czas. Pewnie wtedy gdy będzie miał wolne i znów przyleci do Polski. A narazie rozmowy telefoniczne i Skype będzie nam musiał wystarczyć. Ale to nie znaczy, że tobie też. Ty masz lecieć do Wielkiej Brytanii i zobaczyć się z tatą, a przy okazji dobrze się tam bawić.
- No... dobra, ale... jest jeszcze jeden warunek.
- Słucham.
- Bez Seby nie lecę. Sama ja tam nie wytrzymam! Może dałoby się coś zrobić? Jakoś dogadać z jego rodzicami.
- Dzisiaj jego mama do mnie przychodzi. Postaram się z nią jakoś porozmawiać i zobaczymy co z tego wyniknie.
- Okey... Jeszcze raz dzięki za wszystko. - przytuliłam ją po czym znów poszłam do siebie.

Powoli zbliżała się siódma wieczorem. Zaraz miała przyjść mama Seby i przy okazji on sam. Bardzo chciałam żeby udało się jakoś namówić panią Ratowską żeby Bastian mógł lecieć ze mną. Chcę zobaczyć się z tatą, bo nie widziałam go już dłuższy czas, ale Sebastian jest moim przyjacielem, a nawet bratem jak dla mnie, więc bez niego ani rusz! Albo leci ze mną, albo nie lecę wcale.

__________

Nic specjalnie się nie dzieje, bo pierwszy, ale z czasem powinno dziać się coraz więcej.
  • awatar Gość: Co tu mówić...? Jasne, że zaje*iste!! ;d
  • awatar Gość: Wpis jest świetny :D czekam na następne ♥
  • awatar I never grow up ♥: Genialne ! Czekam na następny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Megan Collins- 20-latka mieszkająca w Polsce, która uwielbia wygłupy. Ma dwoje rodziców, jej ojciec pochodzi z Anglii, ale zamieszkał w Polsce. Później znów przeprowadził się do UK ze względu na dobrą ofertę pracy, a matka została z córką w Polsce, ale w każdy dzień dzwonią do siebie.
Dziewczyna nie wytrzyma dnia bez śmiechu, żartów i swojego przyjaciela od dzieciństwa - Seby. Jest uzależniona od gry na gitarze oraz fortepianie i śpiewania. Nie lubi grejpfrutów, ludzi przepranych za postacie Disney'owskie typu Kaczor Donald lub Chip i Dale, a zwłaszcza kiedy chłopak pozwala sobie na zbyt wiele. Zawsze kiedy Meg ma czas zakłada słuchawki i pisze opowiadanie do szuflady o chłopakach z 1D. Jest ich wielką fanką i od zawsze marzy by znów kiedyś odwiedzić Londyn i zobaczyć ich na żywo.


Sabrina Moon- przyjaciółka Megi młodsza od niej o dwa lata mieszkająca w Londynie. Jej rodzice rozwiedli się 2 lata po jej narodzinach. Od tamtego czasu z ojcem nie ma żadnego kontaktu. Megan poznała ją kiedy miała 10 lat podczas odwiedzin u swojego ojca. Obie od razu zaczęły się dogadywać. Zaprzyjaźniły się i do chwili obecnej kontaktują się ze sobą co pewien czas.
Sabrina należy bardziej do spokojnych ludzi, więc lubi kiedy jest cisza i spokój, jednak czasem potrafi się przełamać i porządnie się zabawić oraz powygłupiać z przyjaciółmi. Czasem lubi też poczytać książki lub pospacerować w samotności późnym wieczorem. Nie przepada za sportem i strojami wieczorowymi. Najczęściej gdy ma czas szkicuje albo gra na gitarze.


Sebastian (Seba) Ratowski- ma 20 lat i mieszka w Polsce. Meg zna od kiedy sięga pamięcią. Byli dla siebie jak rodzeństwo, którego nie mieli. Zawsze trzymali się razem i nigdy nie zostawili się samych w potrzebie. Kiedy jedno z nich płakało, drugie też. Każdy dzień spędzają razem.
Bastian ma rodziców, którzy mimo iż mają mało czasu ze względu na pracę, zawsze starają się być blisko syna i mieć z nim jak najlepszy kontakt.
Chłopak uwielbia gorącą czekoladą, jazdę na desce i grę w kosza, ale zawsze w towarzystwie przyjaciółki. Lubi jej też czasem podokuczać. Wprost nienawidzi smutku i nudy. Nie lubi także kiedy dziewczyna jest nachalna oraz gdy wielki Kubuś Puchatek razem ze swoim "gangiem" zaczepiają go i łażą za nim przez resztę dnia.
 

 
Hej. Od kilku dni jestem fanką One Direction, więc postanowiłam założyć blog. Na pingu nie jestem nowa bo mam tu również drugi fanblog, dlatego jestem już tu trochę obeznana.
A jeśli chodzi o blog założyłam go z myślą by odwiedzać wasze wspaniałe blogi i może czasem komentować wypociny które piszecie. (po prostu nie lubię komentować jako gość, albo wole dawać 'Lubię to! )
Myślałam też również czy może nie zacząć pisać opowiadania związanego z 1D, ale zależałoby czy ktoś by tu wchodził i to chciał czytać, bo pisanie opo dla jednej osoby jak dla mnie nie ma trochę sensu, więc nie wiem czy warto. Możliwe, że w najbliższym czasie dodam jeden odc. i jeśli ktoś tu zajrzy i przeczyta może powiedzieć co o tym sądzi.
  • awatar Vanish♥: fajnie będzie, zamawiam Louisa :D
  • awatar Ariana Grande ♥: Kocham opowiadania z Bruno Marsem i 1D więc jestem jak najbardziej na tak! :* :* :* ;) Jeżeli zaczniesz powiadom mnie proszę w wiadomościach, bo niestety często zapominam adresy waszych blogów i potem tego żałuję :(
  • awatar Gość: witamy,witamy! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›